Ostatnie wpisy
Zakładki:
GoodNews
|
Codzienne i niecodzienne życie z Gwoździami
środa, 02 stycznia 2008
Pralka świruje
- Mamo? Zauważyłaś, że nasza pralka od jakiegoś czasu zaczęła świrować? – pyta Sara przy odgłosach świrującej pralki. - Zauważyłam – mówię. – Pralka zaczęła chodzić po łazience. - Chodzić to mało. Ona skacze i zrzuca z siebie wszystko. Gdybym była tak często eksploatowana, też niechybnie zaczęłabym świrować. I zrzucać z siebie wszystko. Na marginesie – co za dom: opiekacz do grzanek świruje i tosty nie wyskakują jak na amerykańskich filmach. Suszarka do włosów świruje, bo raz się włącza, a raz nie. Nie mówiąc o odkurzaczu, który tak zaczął świrować przed świętami, że Kapi musiał cisnąć włącznik i chodzić za mną po kątach. Ale święty Mikołaj (pochwalę się) wymienił mi odkurzacz na nowy model.
poniedziałek, 05 listopada 2007
Pierdy o perliczkach czyli o "Przedwiośniu"
- Gdybym była wydawcą, nie wydałabym Żeromskiemu tej książki – Sara siedzi nad „Przedwiośniem” i czyta mi co lepsze kawałki (jak np. „przygodę z perliczką”). – Powiedziałabym: „Panie Stefanie! Niech pan sobie kupi słownik synonimów i zobaczy, jakich słów może pan używać zamiast słowa „rozkosz”. Ach, słuchaj! Co za (kolejna) PRZEZABAWNA scena! O Karusi, która w koszuli nocnej grzała się przy kominku! – ironizuje. - - Przecież podobała ci się książka – mówię. - Podobało mi się, jak ginęli na wojnie. Takie pierdy o perliczkach to nie dla mnie – zawinęła się i wyszła do łazienki. - - „Wyszli hucznie, buńczucznie” – odczytała i: – He, he, he - zaśmiała się sardonicznie. I po chwili znowu: - Ja to bym się wstydziła tak często używać słowa „Ach!”.
wtorek, 04 września 2007
Reszta
- Mami? Mami... - No, co tam? - Reszta - Gwoździk wyciąga pieniądze z kieszeni. - Aaaa, reszta. To włóż mi do portfela. - Oj mami. Gdybym nie przypominał ci o reszcie, to byłbym już milionerem. Czy za to, że jestem uczciwy, mogę sobie wziąć dwa złote?
sobota, 26 maja 2007
Laurka
Kiedy wstanę i kiedy wstanę, nie mogły się doczekać, a mnie się nie chciało wstawać, bo śniłam cudownie przezroczyste jezioro, a w nim wielkie niebiesko-zielone ryby... - A kawa? – zapytałam, otwierając w końcu jedno oko na próbę. - Musisz wstać i przyjść do kuchni – Kapi był bezwzględny. - Nie wstaję – marudziłam, złapałam barcholca i zaczęłam go szczypać w pupę. - Gdy byłeś taki malutki jak Szymuś (wczoraj byliśmy w odwiedzinach u Szymka – ich nowonarodzonego brata ciotecznego) to cię całowałam w pupę. I w piętki – wyznałam. Popatrzył z powątpiewaniem. - No, dobra, wstaję – poszłam do kuchni, ale on został, nakrył się kołdrą i czekał... - Jaka piękna laurka! Najpiękniejsza na świecie! - wrzasnęłam i przybiegłam go uściskać. Chichrał się pod poduszką, szczęśliwy.
czwartek, 24 maja 2007
Atrakcyjne nic
- Kacper, jedziesz z nami na wycieczkę? – pyta moja córka swojego brata. - A dokąd jedziecie? - Gdzieś tam. Nad jezioro może. - I co tam będziemy robić? – dopytuje. - Nic – odpowiada mu siostra. - To jadę!
czwartek, 12 kwietnia 2007
Sztuka kulinarna Japonii, czyli jak pisać CV
Sara pisze swoje pierwsze CV, gdyż stara się o pracę na wakacje, a my, to znaczy ja i Edek jej w tym pomagamy. Prawdę mówiąc CV Sary powstaje na szablonie Edka, gdyż Edek wysyła ostatnio mnóstwo, jak to się mówi aplikacji, bo szuka satysfakcjonującej pracy. - Przebieg pracy zawodowej – czyta Sara i mówi: - Przecież ja nie pracowałam. - Napisz: „doświadczenia zawodowe” – podsuwa jej Edek. - A mam jakieś? – pyta. - Całe mnóstwo – mówię. – Zaraz zobaczysz. - Hostessa na promocjach – podrzuca Edek. - Wolontariuszka w Domu Dziennego Pobytu „Arka” – podrzucam ja. - W ramach akcji harcerskiej „Harcerze Dzieciom” – parska Sara. - No i co z tego? Harcerka, to znaczy dobra organizatorka, energiczna, współczująca, uczciwa, rzetelna. Dla pracodawcy to bardzo dobre cechy. - To może mam napisać, że sprzedawałam znicze na cmentarzu? - Jasne – zapalamy się jak cmentarne znicze. – Masz doświadczenie sprzedawcy. - Dodatkowe atuty – czyta następnie Sara, a my ją wychwalamy pod niebiesia. - No i zainteresowania, to wiem: teatr, literatura... - Jaka literatura? Napisz konkretniej – podpowiadam. - Na przykład iberoamerykańska – rzuca Edek. - Albo romantyzmu – mówię ja. - Albo koreańska – zapędza się Edek. - Każdą literaturę lubię – kręci nosem Sara. - I co jeszcze? - Sztuka kulinarna Japonii – szybko mówi Edek. - Jak to? – dziwi się Sara. - Tak to. Sushi jadłaś? Widziałaś jak ciotka z matką robią? Nie smakowało? - Smakowało – przyznaje Sara. - To pisz! - Chciałabym też coś oryginalnego. Jakoś się wyróżnić – zastanawia się Sara. - Sporty ekstremalne – wpada na pomysł Edek. - Właśnie! Spadochroniarstwo. Przecież latałam w Tunezji – przypomina się Sarze. I chwali nas: - Co trzy głowy to nie jedna.
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Sushi staropolskie
Nie samą Tunezją człowiek żyje, tak że kiedy wróciłyśmy z wojaży do domu, żyłyśmy przez dwa dni sushi, jakie zrobiła nam Edek. - Tylko wiesz, Edziu, tak po staropolsku. Dużo dodatków – zaproponowałam i wyszło nam sushi staropolskie. Sushi było na śniadanie, obiad i kolacje, mamo chyba zwariowałaś, słyszałam.
środa, 21 marca 2007
Perfidna obrona
- Jak poszło? – pytam wczoraj Małego po treningu. - Strzeliłem dwa gole – odparł uszczęśliwiony. - Świetnie – mówię, a on rozwija temat: - Jednego gola to bramkarz tak perfidnie obronił, ale strzeliłem mu z dobitki.
piątek, 16 marca 2007
Rekwizyt prawdziwej aktorki
- Mamo? Mogę wziąć te twoje czarne okulary, w których wyglądam jak prawdziwa aktorka? – Gwoździowa wstała już o piątej rano i ciska się po całym domu. Dziś na przedstawienie, w którym gra, przyjdzie jej szkoła! Gdy dowiedziała się o tym kilka dni temu, z wrażenia mało nie osłabła. - Jak myślisz? Chyba mnie nie poznają w tym stroju? – upewniała się i denerwowała. - Lepiej powiedz o tym swojej wychowawczyni, bo będziesz miała nieusprawiedliwioną nieobecność – poradziłam, jak zwykle wykazując się racjonalnością i nie wykazując zrozumienia dla tremy. Powiedziała. Wychowawczyni obiecała, że też przyjdzie obejrzeć swoją uczennicę. Stąd dziś rano trema zżerała ją nie tylko z zewnątrz, ale i od środka. Zatem – okulary. Wygląda w nich jak Audrey Hepburn w „Śniadaniu u Tiffany’ego”. - Chyba nic nie szkodzi, że niebo zachmurzone? – upewniła się, wkładając przeciwsłoneczne bryle. - Ależ skąd – zapewniłam, siedząc przy stole i robiąc kanapki młodszym Gwoździom. – Aktorki chodzą w ciemnych okularach niezależnie od pogody. Właściwie, prawie nigdy ich nie zdejmują. - No, to lecę – westchnęła, ale z uśmiechem. - To leć. Złam kark, czy co tam się łamie – rzekłam, bom jeszcze nieprzyzwyczajona i nie mam pojęcia, co się życzy aktorkom. Gwóźdź słysząc te moje (dziwne) życzenia zakrztusił się serem ze śmiechu. A tu jeszcze raz wczorajsza premiera "Ucho Igielne" Pantomimy Olsztyńskiej. Po prawej Gwoździowa. Czy nie do rozpoznania?
Gwoździowa jest najmłodszą uczestniczką w historii tej Pantomimy. Bo w okularach prawdziwej aktorki jest całkiem nie do rozpoznania...
niedziela, 11 marca 2007
Dorosłe urodziny
Biegałam z odkurzaczem, jak poparzona, bo czasu mało, goście mieli przyjść na godzinę 19, a tu jeszcze sushi nie zrobione, tort nie przywieziony, napoje nie kupione, kiedy nagle myśl jak prąd przebiła mój zaaferowany umysł. - Sara! – krzyknęłam. – To znaczy, że ty możesz już pić alkohol?! I ja nic ci nie mogę powiedzieć?! - No – odparła rozjaśniona. I wcale nie chodziło o alkohol. Ale o to, że mam w domu całkiem dorosłą córkę. - Nie chcę urodzin w żadnej knajpie – powiedziała jakiś czas temu. – Chciałabym się spotkać z najbliższymi, kochanymi ludźmi, w domu i żebyś ty zrobiła jakieś pyszne jedzenie. - Robimy sushi – Edek, która przy tym była, natychmiast zaczęła ustalać menu w formie nie znoszącej sprzeciwu. – Sushi, babeczki ze szpinakiem (które nazwała minetkami), jakąś sałatkę, deskę serów, żurek na kaca... - Upiekę gęś – dodałam. - ... z sosem jeżynowym, jest boski. Do tego warzywa na parze... - ... młode ziemniaczki z koperkiem... – kontynuowałyśmy. – Tort orzechowy zamówimy. Imprezę ustaliłyśmy na ostatni piątek. Sara zaprosiła gości – wszystkich tych, którzy byli powiązani z naszym domem bliskością i wszystkich, którzy towarzyszyli jej w dojrzewaniu do 18 roku życia – od zarania, to znaczy od narodzin. Tymczasem w piątek, do ostatniej chwili zmagałam się z autoryzacją tekstów, jakie szły w mojej gazecie w odcinkach i już już, myślałam, że nie zdążymy, jak zwykle, ale goście przyszli wcześniej i ze wszystkim zdążyliśmy dzięki temu. Dziewczyny robiły sushi, piekły się babeczki, obierały się ziemniaczki, stygł tort w pokoju, Kacper rzucił w niego piłką niechcący, Edek się załamała, dzwoniły kieliszki, chłodził się prawie prawdziwy szampan, ostatni gość dotarł z daleka o godzinie 22. Świętowaliśmy do rana, do białego brzasku... Dwie czarownice, z dorosłą córką w tle. Z lewej - moja przyjaciółka Ann ze studiów. Spałysmy na jednym łóżku w akademiku, a między nami tłukła się mała Sara, jeszcze w brzuchu. Jeździłyśmy po Polsce autostopem, z małą Sarą w brzuchu. Kiedy pojawiła się na świecie pewnego marcowego wieczoru, to Ann była tą, która odebrała ją z rąk pielęgniarki. Biały obrus, białe świece i białe serwetki. Wszystko inne - kolorowe. Łącznie z gośćmi, którym towarzyszyły kolorowe myśli. Walnięty piłką tort osiemnastolatki. Dorosła Sara i jej młodszy o rok brat robią zakusy... Tort w końcu wylądował na stołeczku, bo trzeba było wbić w niego race. Edek - główna organizatorka i Sara oniemiała ze szczęścia... Ostatni raz moja (dorosła) córka na moich kolanach... Za rok będę miała następnego dorosłego w domu. Jak ten czas leci... | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||