| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
GoodNews
Codzienne i niecodzienne życie z Gwoździami
RSS
środa, 02 stycznia 2008
Pralka świruje

- Mamo? Zauważyłaś, że nasza pralka od jakiegoś czasu zaczęła świrować? – pyta Sara przy odgłosach świrującej pralki.

- Zauważyłam – mówię. – Pralka zaczęła chodzić po łazience.

- Chodzić to mało. Ona skacze i zrzuca z siebie wszystko.

Gdybym była tak często eksploatowana, też niechybnie zaczęłabym świrować. I zrzucać z siebie wszystko.

Na marginesie – co za dom: opiekacz do grzanek świruje i tosty nie wyskakują jak na amerykańskich filmach. Suszarka do włosów świruje, bo raz się włącza, a raz nie. Nie mówiąc o odkurzaczu, który tak zaczął świrować przed świętami, że Kapi musiał cisnąć włącznik i chodzić za mną po kątach. Ale święty Mikołaj (pochwalę się) wymienił mi odkurzacz na nowy model.

21:22, holly_goli
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 05 listopada 2007
Pierdy o perliczkach czyli o "Przedwiośniu"

-         Gdybym była wydawcą, nie wydałabym Żeromskiemu tej książki – Sara siedzi nad „Przedwiośniem” i czyta mi co lepsze kawałki (jak np. „przygodę z perliczką”). – Powiedziałabym: „Panie Stefanie! Niech pan sobie kupi słownik synonimów i zobaczy, jakich słów może pan używać zamiast słowa „rozkosz”. Ach, słuchaj! Co za (kolejna) PRZEZABAWNA scena! O Karusi, która w koszuli nocnej grzała się przy kominku! – ironizuje.

-         - Przecież podobała ci się książka – mówię.

-         Podobało mi się, jak ginęli na wojnie. Takie pierdy o perliczkach to nie dla mnie – zawinęła się i wyszła do łazienki.

-         - „Wyszli hucznie, buńczucznie” – odczytała i: – He, he, he - zaśmiała się sardonicznie. I po chwili znowu: - Ja to bym się wstydziła tak często używać słowa „Ach!”.

23:49, holly_goli
Link Komentarze (4) »
wtorek, 04 września 2007
Reszta

- Mami? Mami...

- No, co tam?

- Reszta - Gwoździk wyciąga pieniądze z kieszeni.

- Aaaa, reszta. To włóż mi do portfela.

- Oj mami. Gdybym nie przypominał ci o reszcie, to byłbym już milionerem. Czy za to, że jestem uczciwy, mogę sobie wziąć dwa złote?

17:42, holly_goli
Link Komentarze (10) »
sobota, 26 maja 2007
Laurka

Kiedy wstanę i kiedy wstanę, nie mogły się doczekać, a mnie się nie chciało wstawać, bo śniłam cudownie przezroczyste jezioro, a w nim wielkie niebiesko-zielone ryby...

-         A kawa? – zapytałam, otwierając w końcu jedno oko na próbę.

-         Musisz wstać  i przyjść do kuchni – Kapi był bezwzględny.

-         Nie wstaję – marudziłam, złapałam barcholca i zaczęłam go szczypać w pupę.

-         Gdy byłeś taki malutki jak Szymuś (wczoraj byliśmy w odwiedzinach u Szymka – ich nowonarodzonego brata ciotecznego) to cię całowałam w pupę. I w piętki – wyznałam.

Popatrzył z powątpiewaniem.

-         No, dobra, wstaję – poszłam do kuchni, ale on został, nakrył się kołdrą i czekał...

-         Jaka piękna laurka! Najpiękniejsza na świecie! - wrzasnęłam i przybiegłam go uściskać.

Chichrał się pod poduszką, szczęśliwy.

15:05, holly_goli
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 maja 2007
Atrakcyjne nic

-         Kacper, jedziesz z nami na wycieczkę? – pyta moja córka swojego brata.

-         A dokąd jedziecie?

-         Gdzieś tam. Nad jezioro może.

-         I co tam będziemy robić? – dopytuje.

-         Nic – odpowiada mu siostra.

-         To jadę!

11:03, holly_goli
Link Komentarze (3) »
czwartek, 12 kwietnia 2007
Sztuka kulinarna Japonii, czyli jak pisać CV

Sara pisze swoje pierwsze CV, gdyż stara się o pracę na wakacje, a my, to znaczy ja i Edek jej w tym pomagamy. Prawdę mówiąc CV Sary powstaje na szablonie Edka, gdyż Edek wysyła ostatnio mnóstwo, jak to się mówi aplikacji, bo szuka satysfakcjonującej pracy.

-         Przebieg pracy zawodowej – czyta Sara i mówi: - Przecież ja nie pracowałam.

-         Napisz: „doświadczenia zawodowe” – podsuwa jej Edek.

-         A mam jakieś? – pyta.

-         Całe mnóstwo – mówię. – Zaraz zobaczysz.

-         Hostessa na promocjach – podrzuca Edek.

-         Wolontariuszka w Domu Dziennego Pobytu „Arka” – podrzucam ja.

-         W ramach akcji harcerskiej „Harcerze Dzieciom” – parska Sara.

-         No i co z tego? Harcerka, to znaczy dobra organizatorka, energiczna, współczująca, uczciwa, rzetelna. Dla pracodawcy to bardzo dobre cechy.

-         To może mam napisać, że sprzedawałam znicze na cmentarzu?

-         Jasne – zapalamy się jak cmentarne znicze. – Masz doświadczenie sprzedawcy.

-         Dodatkowe atuty – czyta następnie Sara, a my ją wychwalamy pod niebiesia.

-         No i zainteresowania, to wiem: teatr, literatura...

-         Jaka literatura? Napisz konkretniej – podpowiadam.

-         Na przykład iberoamerykańska – rzuca Edek.

-         Albo romantyzmu – mówię ja.

-         Albo koreańska – zapędza się Edek.

-         Każdą literaturę lubię – kręci nosem Sara. - I co jeszcze?

-         Sztuka kulinarna Japonii – szybko mówi Edek.

-         Jak to? – dziwi się Sara.

-         Tak to. Sushi jadłaś? Widziałaś jak ciotka z matką robią? Nie smakowało?

-         Smakowało – przyznaje Sara.

-         To pisz!

-         Chciałabym też coś oryginalnego. Jakoś się wyróżnić – zastanawia się Sara.

-         Sporty ekstremalne – wpada na pomysł Edek.

-         Właśnie! Spadochroniarstwo. Przecież latałam w Tunezji – przypomina się Sarze. I chwali nas: - Co trzy głowy to nie jedna.

 

10:13, holly_goli
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Sushi staropolskie

Nie samą Tunezją człowiek żyje, tak że kiedy wróciłyśmy z wojaży do domu, żyłyśmy przez dwa dni sushi, jakie zrobiła nam Edek.

- Tylko wiesz, Edziu, tak po staropolsku. Dużo dodatków – zaproponowałam i wyszło nam sushi staropolskie.

Sushi było na śniadanie, obiad i kolacje, mamo chyba zwariowałaś, słyszałam.

 

11:04, holly_goli
Link Komentarze (15) »
środa, 21 marca 2007
Perfidna obrona

-         Jak poszło? – pytam wczoraj Małego po treningu.

-         Strzeliłem dwa gole – odparł uszczęśliwiony.

-         Świetnie – mówię, a on rozwija temat: - Jednego gola to bramkarz tak perfidnie obronił, ale strzeliłem mu z dobitki.

07:53, holly_goli
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 marca 2007
Rekwizyt prawdziwej aktorki

-         Mamo? Mogę wziąć te twoje czarne okulary, w których wyglądam jak prawdziwa aktorka? – Gwoździowa wstała już o piątej rano i ciska się po całym domu.

Dziś na przedstawienie, w którym gra, przyjdzie jej szkoła! Gdy dowiedziała się o tym kilka dni temu, z wrażenia mało nie osłabła.

-         Jak myślisz? Chyba mnie nie poznają w tym stroju? – upewniała się i denerwowała.

-         Lepiej powiedz o tym swojej wychowawczyni, bo będziesz miała nieusprawiedliwioną nieobecność – poradziłam, jak zwykle wykazując się racjonalnością i nie wykazując zrozumienia dla tremy.

Powiedziała. Wychowawczyni obiecała, że też przyjdzie obejrzeć swoją uczennicę.

Stąd dziś rano trema zżerała ją nie tylko z zewnątrz, ale i od środka. Zatem – okulary. Wygląda w nich jak Audrey Hepburn w „Śniadaniu u Tiffany’ego”.

-         Chyba nic nie szkodzi, że niebo zachmurzone? – upewniła się, wkładając przeciwsłoneczne bryle.

-         Ależ skąd – zapewniłam, siedząc przy stole i robiąc kanapki młodszym Gwoździom. – Aktorki chodzą w ciemnych okularach niezależnie od pogody. Właściwie, prawie nigdy ich nie zdejmują.

-         No, to lecę – westchnęła, ale z uśmiechem.

-         To leć. Złam kark, czy co tam się łamie – rzekłam, bom jeszcze nieprzyzwyczajona i nie mam pojęcia, co się życzy aktorkom.

Gwóźdź słysząc te moje (dziwne) życzenia zakrztusił się serem ze śmiechu.

A tu jeszcze raz wczorajsza premiera "Ucho Igielne" Pantomimy Olsztyńskiej. Po prawej Gwoździowa. Czy nie do rozpoznania?

 

Gwoździowa jest najmłodszą uczestniczką w historii tej Pantomimy.

Bo w okularach prawdziwej aktorki jest całkiem nie do rozpoznania...

08:46, holly_goli
Link Komentarze (6) »
niedziela, 11 marca 2007
Dorosłe urodziny

Biegałam z odkurzaczem, jak poparzona, bo czasu mało, goście mieli przyjść na godzinę 19, a tu jeszcze sushi nie zrobione, tort nie przywieziony, napoje nie kupione, kiedy nagle myśl jak prąd przebiła mój zaaferowany umysł.

-         Sara! – krzyknęłam. – To znaczy, że ty możesz już pić alkohol?! I ja nic ci nie mogę powiedzieć?!

-         No – odparła rozjaśniona. I wcale nie chodziło o alkohol. Ale o to, że mam w domu całkiem dorosłą córkę.

-         Nie chcę urodzin w żadnej knajpie – powiedziała jakiś czas temu. – Chciałabym się spotkać z najbliższymi, kochanymi ludźmi, w domu i żebyś ty zrobiła jakieś pyszne jedzenie.

-         Robimy sushi – Edek, która przy tym była, natychmiast zaczęła ustalać menu w formie nie znoszącej sprzeciwu. – Sushi, babeczki ze szpinakiem (które nazwała minetkami), jakąś sałatkę, deskę serów, żurek na kaca...

-         Upiekę gęś – dodałam.

-         ... z sosem jeżynowym, jest boski. Do tego warzywa na parze...

-         ... młode ziemniaczki z koperkiem... – kontynuowałyśmy. – Tort orzechowy zamówimy.

Imprezę ustaliłyśmy na ostatni piątek. Sara zaprosiła gości – wszystkich tych, którzy byli powiązani z naszym domem bliskością i wszystkich, którzy towarzyszyli jej w dojrzewaniu do 18 roku życia – od zarania, to znaczy od narodzin.

Tymczasem w piątek, do ostatniej chwili zmagałam się z autoryzacją tekstów, jakie szły w mojej gazecie w odcinkach i już już, myślałam, że nie zdążymy, jak zwykle, ale goście przyszli wcześniej i ze wszystkim zdążyliśmy dzięki temu.

Dziewczyny robiły sushi, piekły się babeczki, obierały się ziemniaczki, stygł tort w pokoju, Kacper rzucił w niego piłką niechcący, Edek się załamała, dzwoniły kieliszki, chłodził się prawie prawdziwy szampan, ostatni gość dotarł z daleka o godzinie 22.

Świętowaliśmy do rana, do białego brzasku...

Dwie czarownice, z dorosłą córką w tle. Z lewej - moja przyjaciółka Ann ze studiów. Spałysmy na jednym łóżku w akademiku, a między nami tłukła się mała Sara, jeszcze w brzuchu. Jeździłyśmy po Polsce autostopem, z małą Sarą w brzuchu. Kiedy pojawiła się na świecie pewnego marcowego wieczoru, to Ann była tą, która odebrała ją z rąk pielęgniarki.

Biały obrus, białe świece i białe serwetki. Wszystko inne - kolorowe. Łącznie z gośćmi, którym towarzyszyły kolorowe myśli.

Walnięty piłką tort osiemnastolatki. Dorosła Sara i jej młodszy o rok brat robią zakusy...

Tort w końcu wylądował na stołeczku, bo trzeba było wbić w niego race.

Edek - główna organizatorka i Sara oniemiała ze szczęścia...

Ostatni raz moja (dorosła) córka na moich kolanach...

Za rok będę miała następnego dorosłego w domu. Jak ten czas leci...

13:15, holly_goli
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13